Barnevernet, instytucja budzącą różne odczucia…

Barnevernet – norweska opieka społeczna jest w dalszym ciągu źródłem niepokoju a także i strachu dla wielu polskich rodzin. Niektórzy wyrażają swój sprzeciw dla polityki systemu poprzez publiczne demonstracje, inni wracają do Polski.

W Gdańsku, mieszka matka z synem, którzy wrócili do Polski, z Norwegii, od barnevernet. Adrian jest 14-letnim chłopcem, gra w piłkę z przyjaciółmi i dobrze czuje się w szkole. Obecnie, chłopiec jest radosny, ma wielu kolegów, ale nie było tak, kiedy uczęszczał do norweskiej szkoły. W ciagu 4-lat edukacji w Norwegii Adrian doświadczył mobbing oraz liczne bójki.

Bardzo się cieszę, że postanowiliśmy wrócić do Polski z moim synem – powiedziała matka chłopca, Dorota.

Dorota po wielu spotkaniach w Barnevernet została w pewien sposób działaczką organizacji.

Matka z synem czesto, w sposób jawny, podróżują do Norwegii w odwiedziny do rodziny, której członkowie nadal tam pracują i mieszkają.

Dorastanie w wielopokoleniowej rodzinie 

Jest wiele przyczyn z powodu których powstają konflikty miedzy norweskim barnevernet a polskimi tradycjami rodzinnymi.

Wypowiedź Edit Stylo, która jest artystką, politykiem prawicy oraz członkiem organizacji emigracyjnej w Oslo, a która dorastała w Polsce:

Nie przekazuje się losów swojej rodziny w ręce rządu, ale najlepiej rozwiązuje się najlepiej według własnych umiejętności. Podstawą rodziny jest matka i ojciec oraz dizadkowie, ciotki i wujostwo. Bez babci i dziadka rodzina nie funkcjonuje, oni związują wszystko w jedną całość. To jest naturalna kolej rzeczy, tak jak opieka nad starszymi czy chorymi. Polskie rodziny nie opuszczają swoich dzieci czy rodziców, ale opiekują się sobą nawzajem na przestrzeni pokoleń. Opieka społeczna w Polsce przejmuje opiekę nad dziećmi w ekstremalnych, bardzo trudnych sytuacjach, kiedy ma sie do czynienia z przemocą czy nadużyciem środków odurzających. W innych przypadkach dzieci zostają umiejscowione wsród rodziny i krewnych, jeśli jest potrzeba seperacji od rodziców.

Edit Stylo prowadzi galerie w Oslo a w między czasie udziela porad dla polskich rodzin, które zwrócają się o pomoc.

Brak zaufania do rządu

Polski pisarz, Maciej Czarnecki próbował na wiele sposobów zrozumieć konflikty miedzy barnevernet a polskimi rodzinami w Norwegii. W zeszłym roku została wydana publikacja autora, «Dziecko z Norwegii – raport o (nadto) ochraniającymi rządzie, Barn av Norge – en beretning om en (over)beskyttende stat».

W książce zostały opublikowane wywiady z pracownikami barnevernet, z norweskimi rodzinami zastepczymi i z 16 polskimi rodzinami o zróżnicowanym stosunku do barnevernet. Historie pokazują norweskie barnevernet z rożnych stron.

Badania pokazują, że Norwegia jest krajem, w którym zaufanie do rządu kształtuje się na wysokim poziomie. W Polsce, niestety społeczeństwo nie wykazuje tak wysokiego zaufania do władzy. Pisarz podkreślił, że pracownicy barnevernet są pracownikami instytucji publicznej, dlatego budzą też respekt wsród swojej działalności w Norwegii.

Podczas premiery książki w Warszawie, Maciej Czarnecki tłumaczył zebranej publiczności, że barnevernet pomaga rownież wieku rodzinom, poprzez kursy czy pomoc finansowa.

 

Wspomniana w początkowym akapicie artykułu Dorota i Adrian są jednymi z bohaterów książki Macieja Czarneckiego.

Przybyli do Norwegii w 2007 roku, a rok temu wrocili do Polski, po odbyciu wielu spotkań z barnevernet.

Dorota opowiada w książce o sytuacji kiedy rodzina była na feriach wielkanocnych. Wtedy sąsiad zadzwonił do niej i poinformował, że policja i barnevernet była u niej w domu. Powodem odwiedzin było to, że otrzymali list informujący, że Adrian został wyrzucony ze szkoły, po tygodniowej nieobecności i to było prawdopodobną przyczyną odwiedzin. Obecnie rodzina odbywa normalne dni. Tata pracuje, jedzą wspólny posiłek, jeśli Adrian nie lubi danej potrawy zostaje w swoim pokoju i gra na komputerze ( w piątki). Rodzina wypowiada się, że Adrian nie przyswoił perfekcyjnie norweskiego i miał trudności z dopasowaniem się w Norwegii. ADHD było podejrzeniem i możliwym wytłumaczeniem problemów, ale nigdy diagnoza nie była potwierdzona. W miedzy czasie rodzice Adriana postanowili wziąć Adriana ze szkoły na dwa miesiące. Matka powiadomiła wszystkie możliwe instytucje o tej decyzji. Jednocześnie szkoła wysłała zawiadomienie do barnevernet ( bekymringsmelding).

Rektor Per-Arthur Romberg Hanssen przy Finsland skole på Nodeland na obrzeżach  Kristiansand tłumaczy, że szkoła ma obowiązek powiadomić barnevernet, jeśli uczeń bez wyjaśnienia, bez pozwolenia szkoły i bez podania przyczyny nieobecności jest poza obowiązkami szkolnymi. To jest rutynowe postępowanie. Może być wiele przyczyn w takich sutuacjach, między innymi przemoc, alkoholizm. Mimo że również w Polsce jest zakaz przemocy fizycznej wobec dzieci, to badania wykazują, że co trzeci Polak zgadza się z powodzeniem » mały klaps nie zaszkodzi».

Styl wychowania

Książka Czarneckiego zawiera przykłady opisujące rodziny, gdzie rodzice pracują bardzo dużo, aby związać koniec z końcem, a którzy nie mają innych członków rodziny aby otrzymać pomoc przy dzieciach. Historie opowiadają o dzieciach, które muszą same się sobą zajmować. Dodatkowo występują rożne kultury wychowania dziecka, które są powodem konfliktu z barnevernet.

Kierownik badawczy w centrum rozwoju i środowiska przy Uniwesytecie w Oslo, Nina Witoszem widzi dużą różnice miedzy wychowaniem dzieci w czasach dzisiejszych a wychowaniem kiedy ona była dzieckiem.

To była hierarchia władzy. Rodzice wpłajali mi, że nie jestem pępkiem świata. Musiałam być cicho, kiedy dorośli rozmawiali i dostałam klapsa, kiedy na niego zasłużyłam. A później przyszło kolejne pokolenie. Moje kuzynostwo uważa, że ja mam zupełnie inny system zasad, który nie uznaje kar cielesnych. Ale Polska nadal jest społeczeństwem klasowym, nadal żyje dużo rodzin, które są nieświadome, że zachowują się jak właściciele swoich dzieci. Obecnie mamy dobrych i złych rodziców, mądrych i głupich oraz rodzicow, którzy nigdy nie powinni zostać rodzicami.

Dzieci straszą rodziców barnevernet 

Telewizja, prasa, opowieści, historie o odebranych dzieciach, konflikty wszystko to zastrasza polskich rodziców w Norwegii.

Barnevernet w Sandnes wychodząc naprzeciw problemom oraz chcąc przygotować się lepiej na ewentualne konflikty miedzy barnevernet a zagranicznymi rodzicami, wdrożyło nowy etat, konsultanta w międzynawowym barnevernet. Stanowisko objęła Marit Klemp Stephansen. Wraz ze stanowiskiem powstały rownież tematyczne spotkania z ciastem i prezentacjami, gdzie cudzoziemcy mogą przybyć, zadać pytanie, rozwiać wątpliwości itp.

Jedno z klasycznych pytań podczas spotkań brzmi: MOJE DZIECKO MÓWI, ŻE JEŚLI NIE DOSTANIE IPHONE POWIE, ŻE JEST BITE W DOMU. Wtedy oddział barnevernet w Sandnes daje wyraźna odpowiedz, że to mama i tata decydują. Tłumacza jednocześnie, że doskonale rozumieją, że taka wypowiedź dziecka jest frustrująca. Przyznają, że nie mogą zagwarantować, że zignorują takie zgłoszenie. Napewno zbadają taki przypadek. A rownież takie otrzymują!

Oczekiwania wobec instancji

Rodzice czesto nie wiedzą, gdzie, dokąd udać się po pomoc. Rodzice wspomnianego wcześniej Adriana skontaktowali się z barnevernet. Uważali, że barnevernet pomoże im ochronić ich dziecko. Dorota odczuwała, że wysłane do rożnych instancji listy, nie zostały odebrane na poważnie dlatego zabrała syna ze szkoły. Dorota uważa, że Adrian nie otrzymał odpowiedniej pomocy.

Marit Klemp Stephansen ( Sandnes) rozumie postępowanie Doroty.

Otrzymujemy podobne zgłoszenia. To nie jest łatwe, widzieć gdzie w tym norweskim społeczeństwo można sie udać i z czym. Szczególnie kiedy nie jesteśmy zapoznani z systemem norweskim jest jeszcze trudniej odpowiednio wszystko posortować. Ale możemy dać odpowiednie rady.

Prośba o wybaczenie 

Klemp Stephansen zaznacza, że ważne jest aby barnevernet rozmawiało zarówno z rodzicami jak i ze szkołą.

Otrzymany donos, zgłoszenie może być odebrany jako poważne naruszenie. Ja wiem, że być może robimy za dużo, za szybko. Dlatego jest to niewiarygodnie ważne, aby wszystkie przesłuchania, dyskusje połączyć razem przy jednym stole. To jest trudne, ciężkie, rodzice maja dużo pytań, szkoła sie zastanawia czy dziecko przyjdzie dnia natępnego. Musimy zbadać sytuacje dziecka. Mozemy zaproponować pomoc w domu, jeśli jest to konieczne. Jeśli sytuacja jest poważna, występuje konieczność umieszczenia dziecka w  placówce opiekuńczej, są to organy władzy wojewódzkiej, które oceniają czy rodzina zastępcza jest odpowiednim rozwiązaniem.

Rodzice muszą czuć się odpowiedzialni za swoje czyny. Wszyscy rodzice, robią rzeczy z których nie są dumni. Ale mieć poczucie odpowiedzialności, jest ważną cecha w oczach dzieci. Rodzice mówią przepraszam, niezależnie czy dotyczy to zapomnienia odebrania dziecka z lekcji pływania, czy kiedy powiemy coś głupiego. Przepraszam jest bardzo ważne dla dzieci. Taka forma naprawy ale i nauki.

Rektor polskiej sobotniej szkoły w Oslo, Hanna Sand uważa, ze system donosów (bekymringsmeldinger) rozumie się różnorodnie, w odniesieniu do polskich i norweskich rodziców.

Ktokolwiek w Norwegii może wysłać donos. To jeszcze nie jest sprawa ale barnevernet będzie dochodzić czy jest to prawda czy nie.

Po tym, jak szkoła wysłała donos/zapytanie na Adriana, mimo że chłopiec wrócił do szkoły, rodzice byli wzywanie wielokrotnie na spotkania i rektora. Tematem była miedzy innymi dieta, sposób odżywiania. Powodem była chęć dziecka tylko do jedzenia jasnego pieczywa. Siostra Adriana opowiada, że był pewien czas kiedy Adrian jadł tylko biały chleb a wszelkie inne próby zmuszenia do innego jedzenia, kończyły się tym, że chłopiec nie zjadł nic. Siostra Adriana, Patrycja jest osoba która mówi najlepiej po norwesku, czesto jest rodzinnym tłumaczem.

Pisarz Maciej Czarnecki uważa, że zarówno polscy jak i norwescy rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej. Polacy stwarzają ciepłe, pełne miłości warunki, gdzie dzieci czują się dobrze i mają miłe dzieciństwo. W Norwegii uważa się dzieci za autonomiczne jednostki od wszesnych lat życia. Jednostki, które mają swoje prawa i mogą decydować o swoim własnym życiu – oczywiście według pewnych granic. Bo czasami trzeba określić granice wobec dzieci. Na przykład:

Jest 30 stopni na minusie. Pracownik przedszkola proponuje «Niech dzieci biegną na dwór, jeśli nie bedą chciały założyć kurtki, niech spróbują wyjsć na zewnątrz bez. Po 10 minutach przyjdą same i poproszą o kurtkę!» W Polsce typowy pracownik przedszkola powiedziałby ze dziecko MUSI mieć kurtkę na sobie, bez dyskusji, bo bedzie chore. Z tego wynika, że z powodu opiekuńczości, polscy rodzice zmuszają swoje dzieci do pewnych rzeczy. Ale rząd nie wtrąca swojego nosa w sprawy rodzinnie. W Norwegii rząd stoi na straży autonomii dziecka, czesto pomimo sprzeciwu rodziców!

Mama blogerka

Kiedy Dorota wróciła z gminnego spotkania barnevernet w Stavanger, wpisała na swoim blogu, że barnevernet jest instytucją, która nigdy nie trzyma strony rodziców! Dorota wystartowała z grupą na Facebooku, zrzeszającą rodziny doświadczone spotkaniem barnevernet. W ramach działaności grupy (Moje doświadczenia z barnevernet) organizowane są spotkania dla Polaków w Norwegii, gdzie rodzice otrzymują informacje o barnevernet. Wielu rodziców boi się. Na takim spotkaniu zostaną poinformowani jakich pytań można spodziewać sie od barnevernet i co zrobić w sprawie z instytucja.

Misterium miłości

Nikt, czy to w Polsce czy w Norwegii nie organizuje kursów dla rodziców przed urodzeniem dziecka. Ten kto zostaje rodzicem pierwszy raz, uczy się nim być. A Norwegia i barnevernet tego nie rozumieją. W Norwegii rodzic musi być idealny, perfekcyjny, musi zdać egzamin rodzica. Dorota w swojej wypowiedzi nie rozumie, co to pojęcie znaczy, ale wie że tak właśnie jest. Norweskie rodziny mają być przykładem, ale Dorota podkreśla że tak nie jest.

Pisarz Maciej Czarnecki opisał w swojej książce przykład misterium miłości. To znaczy, że bez względu jak trudno jest w rodzinie, mimo wszystko rodzina chce buć całością, skleić wszystko co się rozsypało w jedność. W Polsce naturalna rzeczą jest, ze najlepiej dla dziecka jest kiedy przebywa ze swoimi rodzicami. Takie rozumowanie może być wyzwaniem w kombinacji z norweskim systemem nauczania.

Dla mnie jest to normalne, poinformować przeszkole, że wybieram sie na wakacje w środku roku szkolnego. Bo wakacje to jest moja prywtana sprawa i nikogo nie powinno obchodzić kiedy i gdzie wyjeżdżam – opowiada rektor Hanna Sand.

Konspiracja i jedność

W Polsce miały miejsce demonstracje przeciwko norweskiemu barnevernet. Przed Norweską Ambasadą w Warszawie zebrało się wiele osób z plakatami «Terror barnevernet». Polscy politycy są zdania, że barnevernet niszczy rodziny. Polskie media opisują barnevernet jako fanatyczna instytucje zajmującą się «czystką rasową».

W polskich mediach występuje tendencja do dramatyzowania i robienia sensacji, bazowana na relacjach ludzi, którzy mieli kontakt z barnevernet oraz którzy zostali osądzeni niesłusznie i szukali usprawiedliwienia poprzez media. Wtedy wersja tylko jednej strony jest pokazywana jako medialny skandal.  Barnevernet nie może wypowiedzieć się w sprawie, ani skorygować ponieważ nie mają takiej możliwości, ingerować w pojedyncze sprawy.

W porównaniu z polskim dziennikarstwem sensacyjnym, rownież czeski prezydent Milos Zeman skierował publiczne oskarżenie, porównując norweskie barnevernet do nazistowskich programów czystości rasy, kiedy dzieci urodzone z niemieckich oficerów, wyglądające na obywateli niemieckich były odbierane matkom i umieszczane w specjalnych domach dziecka w celu podziału rasy.

Jørn Holm-Hansen, publicysta ze Szkoły Wyższej w Oslo, w oparciu o międzynarodowe demonstracje, napisał w kronice, że Polska praktykuje odbieranie dzieci w taki sam sposób jak Norwegia, Niemcy, Finlandia czy Szwajcaria. Publicysta nawiązał, że kiedy w Polsce i innych krajach ingeruje sie w ochronę życia i zdrowia dzieci, szczególnie w bezpośrednim zagrożeniu, to w Norwegii rozumie sie to jako ocenę możliwości rozwoju dziecka oraz zdrowia psychicznego.

Rodzina rozdzielona 

Polska rodzina z Sørlandet znalazła swoje własne wyjście z sytuacji. 14-letni Adrian z matką zamieszkał w Gdańsku, gdzie kursuje bezpośredni samolot do Kristiansand. Ojciec Arek oraz starsza siostra Patrycja mieszkają nadal w Norwegii. Tak długo, jak bedzie mozliwosc pracy i lepszych zarobków ojciec bedzie mieszkał w Norwegii, przynajmniej raz w miesiącu stara sie odwiedzić syna i żonę.

Adrian ma się teraz dużo lepiej, wszystko idzie w dobrym kierunku. To ja odpowiadam za moją rodzine, to ja przybyłem do Norwegii i zabrałem ze sobą rodzine. Czas pokaże jak będzie wygladała nasza przyszłość.